MOJE WSPOMNIENIA Z WARSZTATÓW VIPASSANY CZ.3
Medytacja » MOJE WSPOMNIENIA Z WARSZTATÓW VIPASSANY CZ.3
START AGAIN...
"Start again" - zacznijcie jeszcze raz. Te słowa płynące z głośnika są coraz trudniejsze do zaakceptowania. Każda kolejna sesja, to kolejne półtorej godziny "spokojnego" skupienia na niewielkim obszarze poniżej nosa. Podczas medytacji zmieniam pozycję coraz częściej. Słyszę, że inni też się wiercą. Coraz trudniej jest utrzymać nieruchomą postawę. Obmyślam podpórki i podkładki ze zrolowanych kocyków i ręczników. Pomaga na krótko. Półtorej godziny wydaje się całą wiecznością. Wszystkie moje doznania pojawiają się jednocześnie, kumulują się i uderzają ponownie z niespotykanym dotychczas natężeniem. Emocje wypływają na zewnątrz w bardzo dotkliwy sposób. Przeszywający ból w kręgosłupie przypomina mi o dawno zapomnianych cierpieniach. Nie wiem czy wytrzymam, chociaż na początku wszystko wydawało się proste. Usiłuję mimo wszystko pozostawać w roli obserwatora.
Krótką przerwę pomiędzy sesjami przeznaczam na spacer. Idę przez boisko celebrując każdy kolejny krok. Staram się jednocześnie uruchomić i rozciągnąć całe ciało. Ruch przynosi wyraźną ulgę. W pokoju biorę łyk wody mineralnej i już słychać gong wołający z powrotem.
"Start again"...wkręcam się w tryby własnego cierpienia coraz bardziej. Trudno wprost uwierzyć, że tyle zgromadziłam pod powierzchnią, maskując ten fakt nawet przed sobą. Wszystkie negatywne uczucia, które zostały stłumione, zepchnięte do poziomu nieświadomości, na skutek intensywnej medytacji wydostają się teraz na powierzchnię obezwładniając swoją siłą tak, że nie jestem w stanie tego procesu spokojnie obserwować. Mam wrażenie, że w moim kręgosłupie eksplodują granaty z częstotliwością co sekundę a wzdłuż nóg przelatuje z prędkością światła super express.
Obiad jem powoli w skupieniu, ciesząc się każdą chwilą. Można się trochę pokręcić. To przynosi ulgę. Obiad składa się z gotowanych warzyw, łagodnie przyprawionych ziołami. Do tego kuskus polany orientalnym sosem i surówka w ziołowym dressingu. Na deser kawałek pysznego ciasta. Wszystko to przygotowane własnoręcznie przez naszych wolontariuszy. Oparte na prostych, odżywczych składnikach, nasycone dobrą energią osób pracujących w kuchni. Jeśli ktoś z tych osób jest zestresowany, zdenerwowany lub po prostu nie czuje się najlepiej, zostaje odsunięty od kuchni. Idzie medytować, szukać wewnętrznej równowagi.
Po południu będzie jeszcze jeden posiłek. Młodsi uczniowie (którzy są po raz pierwszy) będą mogli zjeść owoc i wypić kawę zbożową lub herbatę z mlekiem, starsi dobrowolnie powstrzymują się po godz. 12.00 od spożywania posiłków i wieczorem wypijają jedynie wodę z cytryną.
"Start again"... Kolejne godziny w bezruchu. Zastanawiam się w jaki sposób zmniejszyć ból. Gdybym mogła wykonać kilka ćwiczeń, na pewno poczułabym się lepiej. Pamiętam jednak o regulaminie. Proszę asystentkę o tabletkę przeciwbólową. Po konsultacji z nauczycielem oznajmia, że nie jest wskazane przyjmowanie tabletek i sugeruje żebym zrezygnowała. Zgadzam się z wielkim trudem. Będę jednak mogła wykonać kilka ćwiczeń pod warunkiem, że zrobię to w sposób dyskretny, żeby nie rozpraszać innych. A podczas zajęć czwartego dnia, kiedy rozpocznie się właściwa Vipassana wolno mi będzie usiąść na krześle.
So, start again.
ANICE, ANICE, ANICE,
Rozpoczynamy prawdziwą Vipassanę - medytację wglądu. Technikę tę tworzą trzy elementy nierozerwalnie powiązane ze sobą: sila - postępowanie moralne, będące fundamentem praktyki, samadhi - koncentracja, panowanie nad umysłem, oraz panna - mądrość - wgląd, który oczyszcza. Pierwsze dwa kroki są korzystne jednakże niekompletne. Dopiero podjęcie trzeciego kroku prowadzi do oczyszczania umysłu.
Siedzę na krześle w ostatnim rzędzie. Sala wypełniona jest po brzegi. Są wszyscy. Nikogo nie może dziś zabraknąć. Nikt nie może się spóźnić ani wyjść z sali przed zakończeniem medytacji. Przed nami być może najtrudniejsza ale i najważniejsza część warsztatów. Przez najbliższe dwie godziny będziemy siedzieć w całkowitym bezruchu.
Na zewnątrz jest gorąco. Upał wlewa się do środka przez lekko uchylone okno. Przesuwamy uwagę wzdłuż ciała. Fragment po fragmencie. Obserwujemy każdą część skupiając się na doznaniach, które się tam pojawiają. A pojawiają się wkrótce. I to jak boleśnie. Należy jednak przyjąć wobec doznań postawę obiektywnego obserwatora. Znaczy to ni mniej ni więcej tylko spokojne przyglądanie się temu co się dzieje bez jakiejkolwiek reakcji. " Pozostańcie spokojni i zrównoważeni wobec każdego doznania, jakiego doświadczacie, czy jest ono przyjemne, nieprzyjemne, czy neutralne, uświadamiając sobie przemijalną i nietrwałą naturę wszelkich doznań"- mówi Goenka. Okazuje się, że prawdziwa mądrość to poznanie i zaakceptowanie faktu, że każde doświadczenie jest nietrwałe i przemijające. Porażki i sukcesy, smutek i radość, ubóstwo i dostatek, zdrowie i choroba, ból i wszystko co niesie ze sobą życie. Anice, anice, anice, - przeminie, przeminie, przeminie. Te słowa brzmią jak nadzieja, jak balsam wylewany cieniutkim strumykiem na życiowe rany.
Proces samooczyszczania często jest długi i trudny - wymaga ciężkiej pracy. Ale nie można tego zrobić na skróty. Życie budujemy każdego dnia. Najważniejsza jest systematyczność. Dzięki własnemu stałemu wysiłkowi można w tej technice osiągnąć rezultaty. Cóż. Nikt za nas nie przeżyje naszego życia. Nikt go nie może nam zepsuć ani naprawić. Kiedy jesteś gotów wziąć odpowiedzialność za swoje życie, jesteś gotów na dokonanie zmian, wówczas zaczyna się proces naprawiania szkód. Stopniowo umysł oczyszcza się z zalegających głęboko w podświadomości mentalnych zanieczyszczeń, które są powodem naszych problemów. Krok po kroku warstwy tych zakłóceń zostają usuwane. W ich miejsce pojawia się spokój, radość, miłość i współczucie.Trzeba jednak wziąć sprawy w swoje ręce. Dlatego Vipassana odpowiada tym, którzy mają wolę podjęcia poważnej pracy nad sobą. Medytacja ta jest formą higieny psychicznej a nie ucieczką od rzeczywistości i codziennych trosk. Jest niezbędna jak codzienny prysznic dla ciała. To metoda oczyszczania umysłu i usuwania cierpień pozwalająca w sposób spokojny i zrównoważony stawić czoło życiowym napięciom i problemom. Praktykowanie jej eliminuje stresy i uwalnia napięcia. Życie przyjmujesz spokojnie. Nie popadasz w szaleńczy samozachwyt kiedy osiągasz sukcesy, nie załamujesz się z powodu trudności. Zachowując wewnętrzny spokój i równowagę zawsze wybierzesz właściwy sposób działania.
Zasady Vipassany są uniwersalne. Dla każdego. Ponadczasowe, ponad wyznaniowe, ponad pokoleniowe. Nie ma tu mowy o nawracaniu na inną wiarę. Wszystkich ludzi trapią podobne problemy. Cierpienie nie jest domeną jakiejś określonej religii czy grupy społecznej. Ludzie wielu wyznań doświadczają korzyści płynących z tej medytacji nie popadając w konflikt z zasadami swojej wiary czy regułami obowiązującymi w społeczeństwie, profesji itp. Metoda ta daje szansę na zbudowanie harmonijnej, zdrowej moralnie osobowości. To sztuka dająca możliwość pozytywnego życia.
Jestem dumna z siebie, że wytrwałam do końca. Podziwiam szczerze wszystkich, zwłaszcza tych, którzy mają jakieś widoczne problemy ze zdrowiem i sprawnością. To było niezwykle trudne zadanie. Daliśmy radę. Odnoszę wrażenie, że wszyscy odczuwamy swoistą ulgę.
Zbieramy się przed salą medytacyjną. Za chwilę rozpocznie się wieczorna sesja. Ostatnia dzisiejszego dnia. Nikt jednak nie wchodzi jeszcze do środka. Ze zdumieniem patrzę, że większość z nas stoi nieruchomo, obrócona twarzą w tym samym kierunku. Wygląda to dość niezwykle, nie pojmuję o co chodzi. Spoglądam w tą samą stronę. Po wieczornym niebie rozlewa się złocisto czerwony blask zachodzącego słońca.
METTA BHAVANA
Odkąd przekroczyliśmy półmetek jest jakby łatwiej. Zrezygnowałam z możliwości siedzenia na krześle. Miejsce wyznaczone na początku coraz lepiej do mnie pasuje. Umysł jest bardziej posłuszny i częściej obecny w teraźniejszości. Z coraz mniejszym oporem poddaję się procesowi oczyszczania. Czekam z niecierpliwością aż wypłyną na powierzchnię kolejne doznania aby pozwolić im zniknąć bezpowrotnie. Staramy się teraz zachować skupienie i uważność nie tylko w czasie sesji ale też podczas wykonywania każdej czynności i pozostawać w stanie medytacji przez cały czas.
Jutro wyjeżdżamy. Dzisiejszy dzień jest etapem powrotu do codzienności. W czasie przerw pomiędzy sesjami wolno rozmawiać. Czuję się dość dziwnie. Na początku nawet nie mam specjalnie ochoty na rozmowę. Mam wrażenie, że naruszając ciszę stracę bezpowrotnie coś bardzo ważnego. Jednak szybko nawiązujemy przerwany na początku dialog. Słucham opowieści o ludzkich losach i uświadamiam sobie, że inni to dopiero mają pod górę. Moje życie, co prawda nie jest usłane różami ale całkiem do zniesienia, mimo, że bywa różnie, jak to w życiu. Wiem jedno. Mam teraz narzędzie, które mi pomoże zachować spokój i przyjąć rzeczywistość taką jaka jest. Wszak słowo Vipassana w języku palijskim znaczy „widzieć rzeczy takimi jakimi są naprawdę”.
Na koniec uczymy się medytacji miłości i współczucia - metta bhavana. W stanie całkowitego wyciszenia napełniamy umysł dobrymi myślami i życzeniami dla wszystkich istot.
"Oby wszystkie istoty były szczęśliwe, pełne pokoju i wyzwolone" - kończy Goenka.
Przed wyjazdem panuje ogólne ożywienie. Dzielimy się wrażeniami. Odbieramy rzeczy z depozytu i ustawiamy się w kolejce żeby wrzucić do skarbonki dobrowolną kwotę. Po jadalni krążą listy, kto i dokąd jedzie, ile ma wolnych miejsc w samochodzie. Można się wpisać na listę. Jeszcze ostatni wspólny posiłek. Po śniadaniu wspólnie porządkujemy obiekt. W niecałe dwie godziny wszystkie pomieszczenia lśnią czystością.
Ostatnie pożegnania. Wymieniamy między sobą kontakty a promienne twarze uczestników świadczą o tym, że w ich sercach i umysłach jest teraz więcej spokoju i wewnętrznej siły aby zmierzyć się z życiem. W korytarzu podchodzi do mnie Ann i prosi o mój adres mailowy. Wymieniamy się adresami... "I must improving my English" - postanawiam.
Jestem przekonana, że Vipassanę będę kontynuować. Po to, żeby lepiej rozumieć siebie i otaczającą mnie rzeczywistość. Po to, żeby częściej dokonywać właściwych wyborów. Żeby mniej bolało, kiedy ktoś lub coś mnie rozczaruje czy zrani. Po to, żeby częściej się uśmiechać i bardziej cieszyć się życiem. I może również po to, żeby inni przy mnie czuli się lepiej.
Koniec części trzeciej , ostatniej.
"Start again" - zacznijcie jeszcze raz. Te słowa płynące z głośnika są coraz trudniejsze do zaakceptowania. Każda kolejna sesja, to kolejne półtorej godziny "spokojnego" skupienia na niewielkim obszarze poniżej nosa. Podczas medytacji zmieniam pozycję coraz częściej. Słyszę, że inni też się wiercą. Coraz trudniej jest utrzymać nieruchomą postawę. Obmyślam podpórki i podkładki ze zrolowanych kocyków i ręczników. Pomaga na krótko. Półtorej godziny wydaje się całą wiecznością. Wszystkie moje doznania pojawiają się jednocześnie, kumulują się i uderzają ponownie z niespotykanym dotychczas natężeniem. Emocje wypływają na zewnątrz w bardzo dotkliwy sposób. Przeszywający ból w kręgosłupie przypomina mi o dawno zapomnianych cierpieniach. Nie wiem czy wytrzymam, chociaż na początku wszystko wydawało się proste. Usiłuję mimo wszystko pozostawać w roli obserwatora.
Krótką przerwę pomiędzy sesjami przeznaczam na spacer. Idę przez boisko celebrując każdy kolejny krok. Staram się jednocześnie uruchomić i rozciągnąć całe ciało. Ruch przynosi wyraźną ulgę. W pokoju biorę łyk wody mineralnej i już słychać gong wołający z powrotem.
"Start again"...wkręcam się w tryby własnego cierpienia coraz bardziej. Trudno wprost uwierzyć, że tyle zgromadziłam pod powierzchnią, maskując ten fakt nawet przed sobą. Wszystkie negatywne uczucia, które zostały stłumione, zepchnięte do poziomu nieświadomości, na skutek intensywnej medytacji wydostają się teraz na powierzchnię obezwładniając swoją siłą tak, że nie jestem w stanie tego procesu spokojnie obserwować. Mam wrażenie, że w moim kręgosłupie eksplodują granaty z częstotliwością co sekundę a wzdłuż nóg przelatuje z prędkością światła super express.
Obiad jem powoli w skupieniu, ciesząc się każdą chwilą. Można się trochę pokręcić. To przynosi ulgę. Obiad składa się z gotowanych warzyw, łagodnie przyprawionych ziołami. Do tego kuskus polany orientalnym sosem i surówka w ziołowym dressingu. Na deser kawałek pysznego ciasta. Wszystko to przygotowane własnoręcznie przez naszych wolontariuszy. Oparte na prostych, odżywczych składnikach, nasycone dobrą energią osób pracujących w kuchni. Jeśli ktoś z tych osób jest zestresowany, zdenerwowany lub po prostu nie czuje się najlepiej, zostaje odsunięty od kuchni. Idzie medytować, szukać wewnętrznej równowagi.
Po południu będzie jeszcze jeden posiłek. Młodsi uczniowie (którzy są po raz pierwszy) będą mogli zjeść owoc i wypić kawę zbożową lub herbatę z mlekiem, starsi dobrowolnie powstrzymują się po godz. 12.00 od spożywania posiłków i wieczorem wypijają jedynie wodę z cytryną.
"Start again"... Kolejne godziny w bezruchu. Zastanawiam się w jaki sposób zmniejszyć ból. Gdybym mogła wykonać kilka ćwiczeń, na pewno poczułabym się lepiej. Pamiętam jednak o regulaminie. Proszę asystentkę o tabletkę przeciwbólową. Po konsultacji z nauczycielem oznajmia, że nie jest wskazane przyjmowanie tabletek i sugeruje żebym zrezygnowała. Zgadzam się z wielkim trudem. Będę jednak mogła wykonać kilka ćwiczeń pod warunkiem, że zrobię to w sposób dyskretny, żeby nie rozpraszać innych. A podczas zajęć czwartego dnia, kiedy rozpocznie się właściwa Vipassana wolno mi będzie usiąść na krześle.
So, start again.
ANICE, ANICE, ANICE,
Rozpoczynamy prawdziwą Vipassanę - medytację wglądu. Technikę tę tworzą trzy elementy nierozerwalnie powiązane ze sobą: sila - postępowanie moralne, będące fundamentem praktyki, samadhi - koncentracja, panowanie nad umysłem, oraz panna - mądrość - wgląd, który oczyszcza. Pierwsze dwa kroki są korzystne jednakże niekompletne. Dopiero podjęcie trzeciego kroku prowadzi do oczyszczania umysłu.
Siedzę na krześle w ostatnim rzędzie. Sala wypełniona jest po brzegi. Są wszyscy. Nikogo nie może dziś zabraknąć. Nikt nie może się spóźnić ani wyjść z sali przed zakończeniem medytacji. Przed nami być może najtrudniejsza ale i najważniejsza część warsztatów. Przez najbliższe dwie godziny będziemy siedzieć w całkowitym bezruchu.
Na zewnątrz jest gorąco. Upał wlewa się do środka przez lekko uchylone okno. Przesuwamy uwagę wzdłuż ciała. Fragment po fragmencie. Obserwujemy każdą część skupiając się na doznaniach, które się tam pojawiają. A pojawiają się wkrótce. I to jak boleśnie. Należy jednak przyjąć wobec doznań postawę obiektywnego obserwatora. Znaczy to ni mniej ni więcej tylko spokojne przyglądanie się temu co się dzieje bez jakiejkolwiek reakcji. " Pozostańcie spokojni i zrównoważeni wobec każdego doznania, jakiego doświadczacie, czy jest ono przyjemne, nieprzyjemne, czy neutralne, uświadamiając sobie przemijalną i nietrwałą naturę wszelkich doznań"- mówi Goenka. Okazuje się, że prawdziwa mądrość to poznanie i zaakceptowanie faktu, że każde doświadczenie jest nietrwałe i przemijające. Porażki i sukcesy, smutek i radość, ubóstwo i dostatek, zdrowie i choroba, ból i wszystko co niesie ze sobą życie. Anice, anice, anice, - przeminie, przeminie, przeminie. Te słowa brzmią jak nadzieja, jak balsam wylewany cieniutkim strumykiem na życiowe rany.
Proces samooczyszczania często jest długi i trudny - wymaga ciężkiej pracy. Ale nie można tego zrobić na skróty. Życie budujemy każdego dnia. Najważniejsza jest systematyczność. Dzięki własnemu stałemu wysiłkowi można w tej technice osiągnąć rezultaty. Cóż. Nikt za nas nie przeżyje naszego życia. Nikt go nie może nam zepsuć ani naprawić. Kiedy jesteś gotów wziąć odpowiedzialność za swoje życie, jesteś gotów na dokonanie zmian, wówczas zaczyna się proces naprawiania szkód. Stopniowo umysł oczyszcza się z zalegających głęboko w podświadomości mentalnych zanieczyszczeń, które są powodem naszych problemów. Krok po kroku warstwy tych zakłóceń zostają usuwane. W ich miejsce pojawia się spokój, radość, miłość i współczucie.Trzeba jednak wziąć sprawy w swoje ręce. Dlatego Vipassana odpowiada tym, którzy mają wolę podjęcia poważnej pracy nad sobą. Medytacja ta jest formą higieny psychicznej a nie ucieczką od rzeczywistości i codziennych trosk. Jest niezbędna jak codzienny prysznic dla ciała. To metoda oczyszczania umysłu i usuwania cierpień pozwalająca w sposób spokojny i zrównoważony stawić czoło życiowym napięciom i problemom. Praktykowanie jej eliminuje stresy i uwalnia napięcia. Życie przyjmujesz spokojnie. Nie popadasz w szaleńczy samozachwyt kiedy osiągasz sukcesy, nie załamujesz się z powodu trudności. Zachowując wewnętrzny spokój i równowagę zawsze wybierzesz właściwy sposób działania.
Zasady Vipassany są uniwersalne. Dla każdego. Ponadczasowe, ponad wyznaniowe, ponad pokoleniowe. Nie ma tu mowy o nawracaniu na inną wiarę. Wszystkich ludzi trapią podobne problemy. Cierpienie nie jest domeną jakiejś określonej religii czy grupy społecznej. Ludzie wielu wyznań doświadczają korzyści płynących z tej medytacji nie popadając w konflikt z zasadami swojej wiary czy regułami obowiązującymi w społeczeństwie, profesji itp. Metoda ta daje szansę na zbudowanie harmonijnej, zdrowej moralnie osobowości. To sztuka dająca możliwość pozytywnego życia.
Jestem dumna z siebie, że wytrwałam do końca. Podziwiam szczerze wszystkich, zwłaszcza tych, którzy mają jakieś widoczne problemy ze zdrowiem i sprawnością. To było niezwykle trudne zadanie. Daliśmy radę. Odnoszę wrażenie, że wszyscy odczuwamy swoistą ulgę.
Zbieramy się przed salą medytacyjną. Za chwilę rozpocznie się wieczorna sesja. Ostatnia dzisiejszego dnia. Nikt jednak nie wchodzi jeszcze do środka. Ze zdumieniem patrzę, że większość z nas stoi nieruchomo, obrócona twarzą w tym samym kierunku. Wygląda to dość niezwykle, nie pojmuję o co chodzi. Spoglądam w tą samą stronę. Po wieczornym niebie rozlewa się złocisto czerwony blask zachodzącego słońca.
METTA BHAVANA
Odkąd przekroczyliśmy półmetek jest jakby łatwiej. Zrezygnowałam z możliwości siedzenia na krześle. Miejsce wyznaczone na początku coraz lepiej do mnie pasuje. Umysł jest bardziej posłuszny i częściej obecny w teraźniejszości. Z coraz mniejszym oporem poddaję się procesowi oczyszczania. Czekam z niecierpliwością aż wypłyną na powierzchnię kolejne doznania aby pozwolić im zniknąć bezpowrotnie. Staramy się teraz zachować skupienie i uważność nie tylko w czasie sesji ale też podczas wykonywania każdej czynności i pozostawać w stanie medytacji przez cały czas.
Jutro wyjeżdżamy. Dzisiejszy dzień jest etapem powrotu do codzienności. W czasie przerw pomiędzy sesjami wolno rozmawiać. Czuję się dość dziwnie. Na początku nawet nie mam specjalnie ochoty na rozmowę. Mam wrażenie, że naruszając ciszę stracę bezpowrotnie coś bardzo ważnego. Jednak szybko nawiązujemy przerwany na początku dialog. Słucham opowieści o ludzkich losach i uświadamiam sobie, że inni to dopiero mają pod górę. Moje życie, co prawda nie jest usłane różami ale całkiem do zniesienia, mimo, że bywa różnie, jak to w życiu. Wiem jedno. Mam teraz narzędzie, które mi pomoże zachować spokój i przyjąć rzeczywistość taką jaka jest. Wszak słowo Vipassana w języku palijskim znaczy „widzieć rzeczy takimi jakimi są naprawdę”.
Na koniec uczymy się medytacji miłości i współczucia - metta bhavana. W stanie całkowitego wyciszenia napełniamy umysł dobrymi myślami i życzeniami dla wszystkich istot.
"Oby wszystkie istoty były szczęśliwe, pełne pokoju i wyzwolone" - kończy Goenka.
Przed wyjazdem panuje ogólne ożywienie. Dzielimy się wrażeniami. Odbieramy rzeczy z depozytu i ustawiamy się w kolejce żeby wrzucić do skarbonki dobrowolną kwotę. Po jadalni krążą listy, kto i dokąd jedzie, ile ma wolnych miejsc w samochodzie. Można się wpisać na listę. Jeszcze ostatni wspólny posiłek. Po śniadaniu wspólnie porządkujemy obiekt. W niecałe dwie godziny wszystkie pomieszczenia lśnią czystością.
Ostatnie pożegnania. Wymieniamy między sobą kontakty a promienne twarze uczestników świadczą o tym, że w ich sercach i umysłach jest teraz więcej spokoju i wewnętrznej siły aby zmierzyć się z życiem. W korytarzu podchodzi do mnie Ann i prosi o mój adres mailowy. Wymieniamy się adresami... "I must improving my English" - postanawiam.
Jestem przekonana, że Vipassanę będę kontynuować. Po to, żeby lepiej rozumieć siebie i otaczającą mnie rzeczywistość. Po to, żeby częściej dokonywać właściwych wyborów. Żeby mniej bolało, kiedy ktoś lub coś mnie rozczaruje czy zrani. Po to, żeby częściej się uśmiechać i bardziej cieszyć się życiem. I może również po to, żeby inni przy mnie czuli się lepiej.
Koniec części trzeciej , ostatniej.

